W poprzednim wpisie, który możesz przeczytać tutaj, na warsztat wziąłem książkę bestseller „Człowiek w poszukiwaniu sensu” twórcy trzeciej wiedeńskiej szkoły psychoterapii Victora Frankla. Bazując na jego doświadczeniach, wnikliwej analizie oraz jego własnych przeżyciach zagłębimy się w świat ludzkiej psychiki. Poznamy te aspekty które według autora książki są ważne, czynią różnice i nadają jakość życiu. W trzeciej części pochylimy się nad osiągnięciami logoterapii i ich praktycznym zastosowaniu w życiu codziennym.
Frank opisuje jak w koszmarnie trudnych warunkach, kiedy więźniowie byli bici, zmarznięci i głodni, a strażnicy więzienni znęcali się nad nimi, często odpływali oni w świat wspomnień. Jednym z takich momentów dla niego był ten, gdy on sam wrócił wspomnieniami do żony. To wtedy jak opisał poraziła go taka oto myśl:
„Po raz pierwszy w życiu objawiła mi się prawda po tylekroć wplatana w pieśni przez poetów i ogłaszana najwyższą mądrością przez filozofów, a mianowicie, że miłość jest najwyższym i najszlachetniejszym celem do jakiego może dążyć człowiek. Pojąłem wówczas sens największej tajemnicy (…): droga do zbawienia człowieka wiedzie poprzez miłość i sama jest miłością. Zrozumiałem, że nawet ktoś, komu wszystko na tym świecie odebrano, wciąż może zaznać prawdziwego szczęścia, choćby nawet przez krótką chwilę, za sprawą kontemplacji tego co najbardziej ukochał”.
Jak widać pierwszą wskazówkę jaką otrzymaliśmy od światowej sławy psychoterapeuty jest Kochaj i ciesz się miłością która Ciebie otacza, którą jesteś otoczony. Twoja żona, dzieci, przyjaciele to skarb i warto się nimi cieszyć się, a czas z nimi celebrować. Są dla nas darem i nigdy nie wiesz na jak długo.
Kolejnym elementem zdrowia psychicznego, o którym piszę Frank, jest pielęgnowanie i rozwijanie poczucia humoru i dystansu do otaczającego świata. Pisał, iż „sztukę życia można udoskonalać nawet w obozie”. Jeśli można było wtedy doskonalić humor, optymizm i pozytywne nastawienie to można i tym bardziej dziś. Zapewne są sytuacje, kiedy jest nam nie do śmiechu, nie mamy też ni grama dystansu. Kiedy jednak zauważymy, że spirala emocji zaczyna ciągnąć nas mocno w dół, warto chociaż spróbować zrobić przysłowiowy krok w tył. Zejść na bok niczym bokser z linii ataku i postarać się złapać dystans.
Kolejną ciekawą obserwacja tego wybitnego psychiatry był fakt iż stan psychiczny więźniów był wynikiem nie czynników zewnętrznych czy psychofizycznych, ale świadomie podjętej decyzji. Rezygnacja z walki o samego siebie wiązała się z popadnięciem w psychiczną i fizyczną ruinę. Frankl opisuje historię więźnia z którym rozmawiał w obozie. Ów człowiek miał silną potrzebę dowiedzenia się kiedy konkretnie dla niego skończy się wojna. Ponieważ miał sen w którym pojawiła się konkretna data którą odczytał jako moment oswobodzenia – 30 marca 1945 roku – przyjął ją jako pewnik. To doświadczenie niezależnie czy było realne czy nie, obudziło w więźniu ogromną nadzieję, ponieważ w tamtym momencie był początek marca. W miarę jak upływały dni, a informacje napływające z frontu nie przynosiły dobrych wieści, człowiek ten zaczął tracić nadzieję. Dwa dni przed wyznaczoną datą nagle zaczął chorować i gorączkować. W dniu swojego wymarzonego wyzwolenia zaczął majaczyć i stracił przytomność. Dzień później umarł. Oficjalne materiały wskazywały, iż bezpośrednim powodem zgonu był tyfus. Z zapisków wiemy że większość więźniów w tamtym czasie na niego chorowała. Ci którzy posiadali jasno sformułowane cele, dobry powód by żyć i nadzieję dość łatwo zwalczali infekcję, pomimo fizycznego wycieczenia. Jednakże kiedy umierała nadzieja zaczynało umierać i ciało.
Frankl opisuje to tak: „Ci, którzy orientują się, jak bliski jest związek między stanem umysłu człowieka – jego odwagą i nadzieją albo ich brakiem – a odpornością ludzkiego organizmu, z pewnością zrozumieją, że nagła utrata nadziei i odwagi może mieć wręcz katastrofalne skutki. Prawdziwą przyczyną śmierci mojego znajomego był potworny zawód związany z tym, że nie nastąpiło tak wyczekiwane przez niego wyzwolenie. To z kolei obniżyło jego odporność na przebiegającą dotąd infekcję. Jego wiara w przyszłość i wola zycia były jak sparaliżowane, a organizm praktycznie bez walki poddał się wirusowi tyfusu.”
Podobne obserwacje zostały zauważone na przełomie końca grudnia 1944roku a Nowym Rokiem 1945. Wiele osób przebywających w obozach żyło nadzieją, że święta spędzą w domu wśród najbliższych. Niestety brak takiej możliwości odbierał tym ludziom nadzieję, w wyniku czego w sposób znaczący zwiększyła się umieralność w bardzo krótkim czasie.
Skoro nadzieja i poczucie sensu życia są tak ważne, jak je odnaleźć? Choć te terminy brzmią górnolotnie i abstrakcyjnie, można je dość łatwo sprowadzić do konkretu. Niektórzy z więźniów żyli dla swoich dzieci, ktoś inny był naukowcem i autorem książek, które trzeba dokończyć. Jak widzisz to nie były górnolotne misje życiowe, których celem jest zbawienie świata. To raczej cele które dotyczyły małego, prywatnego świata każdego z nich. Podejmowali decyzję by nadać sens, by nadać znaczenie prostym zadaniom i to pomagało im żyć, żyć dobrze i czekać na lepsze jutro.
Nietzsche powiedział, że „Ten kto wie dlaczego żyje, nie troszczy się jak żyje”. Nadając sens każdemu nowemu, pojedynczemu dniowi, możemy czynić nasz mały świat lepszym niezależnie od otaczającej nas rzewistości, z nadzieją że nadejdzie piękne jutro.
Pytanie tylko… jaki jest Twój sens życia? Czemu nadasz sens? Dla kogo lub dlaczego żyjesz?

