Trwałość czy rozwój?

Sukces

Jak sprawić, aby dziecko miało nawyk i motywację do pracy? Jak skutecznie rozbudzić swoją motywację do działania? Jak obudzić geniusz swój albo dziecka?

Czy masz czasami tak, że myślisz sobie, że świetnie by było zawsze czuć się zmotywowanym do działania? A może zastanawiasz się co zrobić, aby Twoje dziecko bardziej chciało się uczyć? Może martwisz się, że świat wirtualny za bardzo je wciąga, a ono jest po prostu leniwe i nie robi tego,  co do niego należy. Może też o sobie myślisz, że masz lenia, taki się urodziłeś i nie warto już nic zmieniać? Może położyłeś przysłowiową kreskę na sobie, na dzieciach – no bo, po co się męczyć jak i tak nic nie działa. Podejmowałeś może jakieś próby zmian w działaniu, ale stare nawyki w końcu i tak wygrywały….? Prawda, nikt nam nie obiecywał, że będzie łatwo, ale czemu musi być tak trudno? Żyjemy w czasach, kiedy chcemy wszystko osiągać bez wysiłku. Pragniemy mieć wszystko dostępne od ręki. Świat i nowe technologie, które non stop się rozwijają zepsuły nas. Wszystko pojawia się teraz od tak, na zawołanie… na wyciagnięcie ręki – klikasz kilka razy na swoim komputerze i masz dowolne informacje, których potrzebujesz. Nie masz nic w lodówce na obiad, bierzesz telefon i za 40 minut masz ciepły i aromatyczny posiłek ze swojej ulubionej restauracji. Zamarzy Ci się idealna sylwetka i w pięć minut możesz wybrać trenera personalnego albo innego coacha sportowego, następnie siłownię i działasz. I tu pierwszy zgrzyt – otóż po pierwszej wizycie na siłowni nie będziesz wyglądać jak Brad Pitt w filmie Troja. Choćbyś podrzucił tonę żelastwa, przebiegł na bieżni maraton to jedna wizyta w obiekcie sportowym nic nie zmieni. A co byś powiedział, aby zmiany robić lajtowo, nie tak drastycznie. Może zamiast 110% możliwości swoich na sztandze podziałać na 80%, ale regularnie. I zamiast maratonu przed treningiem przebiec w ramach rozgrzewki 15 minutek lub chwilę poskakać, ale też regularnie? Wielkie zmiany są sumą małych kroków. Niewielkich decyzji, które podejmujemy każdego dnia. To od nich zależy gdzie będziemy następnego dnia, i następnego i następnego aż kiedyś przyjdzie finał… a przyjdzie.

Możesz pomyśleć, ale ja nie jestem typem osoby, która jest pozbawioną emocji maszyną, komputerem który załącza odpowiednie algorytmy i działa skutecznie i wydajnie cały dzień. Tym bardziej jak mam nauczyć tego moich dzieci? Próbowaliśmy z żoną wszystkiego: chwaliliśmy, zabranialiśmy, wyznaczaliśmy cele, motywowaliśmy i nic.

Rozprawmy się z tym wszystkim. Powstaje pierwsze pytanie czy w ogóle chwalić czy też lepiej nie, bo sodówka uderzy do głowy? Odpowiadam: CHWALIĆ, ale…  mądrze chwalić J Okazuje się, że to jak chwalisz ma też znaczenie. Jeśli mówiłeś swoim pociechom, jakie są genialne, że naprawdę mają głowę do tych zadań z matematyki, albo że ta ocena z języka obcego to super rezultat i to potwierdza, że jednak ma głowę na karku i jak chce to potrafi to… to jednak nie tak… Jak pokazują badania nie koniecznie takie pochlebstwa działają. W sumie jaka jest różnica czy nazwiesz kogoś nieukiem czy omnibusem? – W obu przypadkach etykietujesz i zamykasz i siebie względem tych osób i je same w pewnych granicach, które sam wyznaczasz. Każda ocena jest zmierzeniem tu i teraz, ale nie jest wyznacznikiem gdzie możesz być. Zanim rozwinę temat bardziej to od razu Ci powiem, że  pozostałe opcje „motywowania” nie działają. Po prostu karać i zastraszać nie ma sensu. Może i zmusisz do działania siebie, dzieci, żonę, współpracowników i kogo tam masz pod sobą. Pytanie tylko ile dasz radę Ty i ile oni pociągnąć na strachu? Pamiętaj, że do życia w strachu i nie wychodzenia z „własnej mentalnej dziupli” można się przyzwyczaić. Ba… często jest to bardzo wygodne…

Pozostaje chwalić. Tylko skoro głaszczesz i nic, to co zrobić? Otóż chwalenie trzeba by rozgraniczyć na chwalenie osoby oraz chwalenie jej działania. Jeszcze raz – czym innym jest pochwalić inteligencję dziecka, żony, współpracownika a czym innym jest pochwalić jego trud i wysiłek włożony w osiągnięcie celu. W psychologii wyróżniamy dwa typy osób: pierwsze nastawione na trwałość i drugie nastawione na rozwój. Osoby nastawione na trwałość, czyli te, które stawiamy na piedestale, ponieważ są genialne, dotknięte „boskim” pierwiastkiem zrobią wszystko by zawsze pozostać w świetle reflektorów. Jednak jak pewnie znasz z autopsji nie ma ludzi, którzy nigdy się nie mylą. Nie ma ludzi, dla których absolutnie każde zadanie jest wykonalne. W momencie, kiedy skonfrontujesz taką osobę (świadomie czy nie) z naprawdę trudnym zadaniem, może się okazać, że będą tej konfrontacji unikać. Nie można przecież przestać błyszczeć. Lepiej zrobić unik. Przecież nie mogę stracić swojej wygodnej etykietki – „Jestem zdolniacha”. U dzieci może to objawić się na przykład w następujący sposób. Załóżmy Jaś był zawsze najlepszy z matematyki w szkole, ale na studiach matematycznych nic mu już nie wychodzi. Co się stało? To że odsiew na pierwszym roku? Być może… Ale przecież był taki zdolny… a teraz w konfrontacji z nowymi kolegami już tak nie jest. Profesorowie już nie chwalą. Ktoś tu kłamał. Byłem ulubieńcem, choć tak naprawdę jestem idiotą. Sam widzisz jak łatwo jest spaść w otchłań nicości… Postawa unikania w tym przypadku to pikuś. Nowe trudności okazują się skuteczną kłodą pod nogami. A emocje doskonałą celą, więzieniem, które sami sobie budujemy. Keyshown Johnson – mega utalentowany gracz, indywidualista – zapytany kiedyś o utalentowanego gracza z przeciwnej drużyny stwierdził, że porównują latarkę do gwiazdy wiecznie błyszczącej na niebie… Dla niego nie było zespołu. Zespół to on… Za tą postawę sprzedany do Jets’ów a później w ogóle zdjęty z boiska… gwiazda spadła… zgasła.

Po przeciwnej stronie barykady mamy tych nastawionych na rozwój. Na pierwszy rzut oka niezbyt błyskotliwych, ale za to ciekawych świata, otwartych na konfrontację. Nie boi się złej oceny, ponieważ słabszy wynik zmotywuje go tylko do cięższej pracy, która przynosi efekty. Tak działał Edison – wiedział, że każdy kolejny eksperyment przybliżał go do upragnionego celu. Nie był to pojedynczy akt stwarzania, ale proces stawianych każdego dnia cegiełek przybliżających go do celu. Tak działał Michel Jordan, który nie dostał się do szkolnej drużyny koszykówki. Jego mama powiedziała mu: „Weź się do roboty!”. I zrobił to. Był tytanem pracy. Jako źródło sukcesu wskazał „Odporność umysłowa i psychiczna są znacznie ważniejsze, niż niektóre przewagi fizyczne, jakie zawodnik może posiadać(…)”.

George Dantzig słynny matematyk zasłynął osiągnięciami, choć nie był chodzącym ideałem. Miał wiele wad, często spóźniał się na wykłady. Kiedy któregoś dnia dość mocno się spóźnił na zajęcia znalazł na tablicy dwa zadania, które uznał jako prace domowe do wykonania. Zadania były trudniejsze niż zwykle – ich rozwiązanie zajęło mu kilka dni. Oddając je swojemu profesorowi nie omieszkał zwrócić na to uwagi. Okazało się, że zadania nie były pracą domową, ale przykładem dwóch problemów matematycznych, których dotychczas nikt nie rozwiązał…

Były trudne – zaiste na pewno! Czy go zatrzymały? Nie! – raczej zmotywowały do pracy. Niesamowity wysiłek intelektualny i ciekawość pobudziła w Dantzigu upór oraz zapał do rozwiązania zadania. Ile razy ten same czynnik – trudność albo poziom skomplikowania problemu skutecznie odbiera nam siły albo powoduje zniechęcenie, a finalnie wycofanie.

 Dzieci, którym wmawia się, że są głupie i do niczego się nie nadają, mogą nagle być zdumione, że systematyczną pracą są wstanie odmienić swój los. Tylko zamiast epitetów i etykiet trzeba im pokazać jak pracować.  Nie ważne skąd zaczynasz, ale ważne ile wysiłku włożysz w to, aby ruszyć do przodu. Gdybyśmy oceniali nie poziom inteligencji, ale poziom zaangażowania w stosunku do dnia poprzedniego, mielibyśmy społeczeństwo zmotywowane do pracy i osiągające ponadprzeciętne wyniki. Nowe trudności, czasem porażki prowadziłyby do rozwoju, a nie powodowały zamknięcia i ucieczki. Sprawdź jak Ty masz:  – jesteś ciekawy świata i ciągle się rozwijasz? Czy raczej masz postawę: „Byłem w pracy, zrobiłem swoje, odczepcie się ode mnie wszyscy”. Odpowiedz sobie na pytanie: Po co się uczysz? Aby zdobyć wiedzę (rozwój) czy dostać dobrą ocenę (trwałość)? Jeśli bliskie jest Ci stwierdzenie: „W szkole/pracy staram się iść na łatwiznę, aby nie musiał się zbyt ciężko napracować” to jest postawa nastawiona na trwałość.

No okay pomyślisz sobie – może Krzysztof i przekonałeś mnie, że postawa otwartości skierowana na rozwój to jest to. Cóż, ale ja tak nie mam. Nikt mnie nie chwalił. Raczej lądowały książki na mojej głowie za złe oceny. Zadania nowe może i robię chętnie, ale już mniej chętnie, gdy są zbyt trudne. Szef zobaczy, że nie jestem w cale taki mądry, sprytny itd.

Pamiętaj, że każda ocena – szkolna, w pracy, czy niefortunna opinia są tylko odzwierciedleniem pojedynczego momentu, w którym jesteś teraz. W żaden sposób nie determinuje tego dokąd dojdziesz, jeśli podejmiesz tylko systematyczne działania.

Każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Najtrudniej jest wstać z kanapy. Zmiany raczej proponuję, robić małe. Takie ciut ciut, tylko tyle na początek, aby przesunąć się we właściwą stronę. Następnego dnia tylko powtórz.  Jeśli coś poszło nie tak, warto zastanowić się „Co zrobiłem źle?” Najpierw analiza sytuacji. Postaraj się obudzić w sobie ciekawość – o co w tym chodzi? Dlaczego tak się stało? Co jeszcze tam się kryje?

Jeśli na przykład musisz czegoś się nauczyć, np. języka, a nie lubisz, nie do końca chcesz. Tzn., chcesz ale nie chcesz… no wiesz jak jest… naucz się 3 słówek… ciut ciut… tylko tyle, po miesiącu będzie ich prawie setka… Jakiś czas temu podano mi zasadę: „Najpierw wierność, potem jakość”.  No właśnie ciut ciut, nie masz ochoty na trzy słowa naucz się jednego…  Najpierw wierność, jakość przyjdzie sama…  Warto zacząć uczyć się na początku tylko tego co mnie interesuje, co może być ciekawe. Rozbudź w sobie ciekawość. Ciekawość może być niesamowitym przyspieszeniem na drodze od trwałości do rozwoju. Od wierności do jakości. A jeśli kiedyś ktoś w tzw. międzyczasie źle Ciebie oceni, albo podetnie skrzydła – Zadaj sobie pytania: Czy ma rację? Co to mówi o tym co zrobiłem? Co to mówi o tej osobie która to powiedziała? Może to ona ma problem…? Może oznacza to, że wszedłeś na ścieżkę mocy, że jesteś na dobrej drodze do zmiany i osiągnięcia swoich marzeń. A Twoje zmiany denerwują innych. Dobrze… niech denerwują! J

Podsumowując: zastanów się jak działasz dzisiaj? Jesteś typem osoby która lubi pochlebstwa? Masz o sobie pozytywne zdanie, czy raczej myśli o sobie jako nieudaczniku, niedołędze, idiocie, itd.? Co Ci to robi? Zastanów się czy lubisz to, w jaki sposób myślisz o sobie? I znowu co Ci to robi? Chcesz aby tak było? A może warto coś zmienić? Jeśli chcesz coś zmienić, zapraszam Cię byś wybrał jedną małą, malutką rzecz i zrealizował ją.

A co jeśli chcę coś zmienić, ale zupełnie nie wiesz jak…? Rozejrzyj się wokół Ciebie – może masz przyjaciół lub życzliwą osobę z którą możesz porozmawiać? Taka rozmowa na pewno rozszerzy Twoje horyzonty. A jak nie masz z kim porozmawiać, bo się boisz opinii, lub po prostu masz taki moment w życiu, że nie chcesz się otwierać przed swoim otoczeniem, może warto skorzystać z coachingu gdzie w profesjonalny sposób Ci pomogę.

Masz wybór, masz możliwość. Patrzysz w tył czy wybierasz przyszłość. Twój ruch. Powodzenia.