Trwałość czy rozwój – co lepsze biznes?
Czy zastanawiałeś się dlaczego niektórzy bardzo utalentowani pracownicy, menedżerowie tak twardo bronią swojego stanowiska i nie wprowadzają nowych rozwiązań? Zdarza Ci się czasami spotkać z ogromnym oporem w miejscu pracy przed jakąkolwiek zmianą? A może czasami Ty sam się zdumiewasz swoim uporem albo oporem przed robieniem rzeczy nowych?
Trwałość… Termin ten niesie ze sobą raczej pozytywne skojarzenie. Przynajmniej ja tak mam. Trwałość w pracy. Trwałość związku pomiędzy kochającymi się ludźmi. Kojarzy się z czymś stabilnym. W takim razie jeśli cechuje mnie trwałość czy może nieść to ze sobą jakieś ujemne konsekwencje…?
Ciemna strona Trwałości.
Przyjrzyjmy się przykładom, by lepiej wczuć się w temat. – Czytałem niedawno o Lee Iacocca – genialnym, światowej sławy managerze. Najwyższa klasa w zarządzaniu i biznesie. Błyskotliwe pomysły, które pozwoliły mu odbudować potęgę Chryslera w latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku. Jego działania spowodowały, że przedsiębiorstwo spłaciło swoje długi, a nowe modele zapewniły marce prestiż. Jednakże, kiedy Iacocca dotarł na szczyt zaczął dbać o to by, przede wszystkim z niego nie spaść. Zaczął działać asekuracyjnie. Nowe pomysły odrzucał, bo wiązały się z ryzykiem odtrącenia przez rynek. Poza tym istniało równie wysokie ryzyko, że laury za wprowadzenie nowego modelu samochodu przypadną komuś innemu. Takich rywali trzeba było zwolnić, by nie zagrażali gwieździe, która wtedy jeszcze świeciła jasno. Historia nie skończyła się szczęśliwie. Finalnie Chrysler rozstał się z prezesem po ok. 12 latach współpracy.
Zauważyłeś schemat – Lee Iacocca był rewelacyjny jak nie miał nic do stracenia, a potem kurczowo trzymał się wypracowanej pozycji unikając wszelkiego ryzyka. To jest postawa na trwałość. W umyśle istnieje przekonanie w stylu „Jestem genialny, ale boję się, że tak naprawdę nie jest…” Zwróć uwagę, iż nie jest to postawa, w której osoba jest nastawiona na podnoszenie swoich kwalifikacji czy ulepszanie środowiska pracy w którym się znajduje. To raczej postawa skierowana do wewnątrz, na własne JA. JA ma błyszczeć i to status quo ma trwać jak najdłużej.
Ach ten rozwój…blee…
Czy nie masz czasem już dość słuchania lub czytania o tym, że rozwój jest ważny… O tym, że trzeba wychodzić ciągle ze strefy komfortu… No komu się ciągle chce robić coś nowego? Jeśli tak masz rozumiem Ciebie doskonale. Również nie mam tak, że podskakuję z radości na myśl, że mam wykonać coś nowego, coś poza moim komfortem psychicznym. To nie musi być trudne intelektualnie, ale sam wysiłek psychiczny jaki trzeba włożyć przypomina czasem jakbym miał przerzucić tonę węgla… Jednakże już po fakcie okazuje się że wysiłek, włożony w całe zadanie był jak dwa wiaderka a nie tona. Okazuje się, że zadanie wcale nie było aż tak trudne, problem było – zacząć.
Na pewno dużo łatwiej by było gdybym był społecznie zaprogramowany od małego na pokonywanie wyzwań. Idealnie gdyby rodzice widząc jak szybko odrabiam lekcje, powiedzieli „hola hola, szybko rozwiązałeś zadania, widać nie były dość trudne dla Ciebie. Rozwiążmy coś co przyniesie Ci korzyść” zamiast pochwały gloryfikującej stałość, jak np.: „syneczku jaki jesteś genialny, tak szybko uporałeś się z zadaniami”.
Od trwałości do rozwoju.
No dobrze, ale skoro nie jest to automat, jeśli nie mam tego w moim DNA… czy mogę coś z tym zrobić. Otóż mogę! Przykładem jest inny wspaniały menedżer Jack Welch – CEO General Electric. Człowiek, który został uznany za managera stulecia. Wow! Jednak i on musiał przejść drogę od trwałości do rozwoju. Kiedy objął stanowisko CEO obiecał, że promować będzie zespoły a nie jednostki. Obietnicę dotrzymał. Jego managerowie ciągle podnosili swoje kwalifikacje, a punktowane były wyniki całych zespołów a nie poszczególnych osób w nich będących.
Kiedy cały zespół pnie się w górę daje to i rozwój i większą stabilność organizacji, ponieważ nie jest uzależniona od wybitnych jednostek. Jednocześnie w zespołach panuje lepsza atmosfera, ponieważ ludzie wspierają się a nie rywalizują. Jak ktoś ma gorszy dzień łatwiej to zrozumieć innym. Jeśli ktoś notorycznie ciągnie w dół… często nie utrzymuje się w takim zespole długo.
A Ty co wybierasz każdego dnia?
A jak Ty masz? Jaki jest Twój zespół w którym pracujesz? Możesz liczyć na kolegów w pracy? Czy oni mogą liczyć na Ciebie? Jaki masz stosunek do błędów – są informacją zwrotną? Kosztem za naukę? Czy porażką która Cie degraduje i obnaża Twoje słabości?
Jakim jesteś managerem? Chciałbyś być swoim pracownikiem? Co byś jako pracownik powiedział o samym sobie?
Zadanie – sprawdź sam.
Mam propozycję ćwiczenia dla Ciebie: Weź dwa krzesła. Wybierz jedno. Na drugim w wyobraźni posadź najbliższego współpracownika. Jeśli jesteś odważny posadź kogoś o kim wiesz, że Ciebie zna, ale nie koniecznie lubi. Teraz usiądź na pustym miejscu i spójrz oczami tej osoby na siebie… Daj sobie chwilę czasu. Co widzisz? Kogo widzisz? Jaki jesteś z tej perspektywy? (Komentarz: to ćwiczenie świetnie nadaje się do złapania bardziej obiektywnego spojrzenia na relacje i osoby, szczególnie. Dobrze sprawdza się w obejrzeniu na chłodno konfliktowych Abo trudnych relacji. Oczywiście nie wiesz co ta druga osoba myśli, widzi i czuje. Pomimo to daje nad wyraz świeży ogląd sytuacji. Sprawdź sam)
Trwałość czy rozwój? A może na koniec warto zapytać – w czym trwałość a w czym rozwój? Co jest cenne, stałe i utracić nie warto, a co na pewno wymaga przedefiniowania, świeżości, decyzji i wysiłku.
Życie biegnie do przodu, i nawet jeśli będziesz machał – nie zatrzyma się. Tak, rozwój to wysiłek, rozwój to ból, ale rozwój to też wyzwania, radość osiągnięć, wyniki i satysfakcja.
Powodzenia!
Ps. Kierunek tego biegu też ma znaczenie. Jeśli stoisz na rozdrożu, potrzebujesz przegadać, przedefiniować i ruszyć z nowa siłą i jasnością celu – zadzwoń, pomogę.

